• apple.jpg
  • bananas_2.jpg
  • fruits.gif
  • tamarind.jpg
  • zalew_zemborzycki_1.jpg
  • zalew_zemborzycki_2.jpg
  • zalew_zemborzycki_3.jpg
  • zalew_zemborzycki_4.jpg
  • zalew_zemborzycki_5.jpg
  • zalew_zemborzycki_6.jpg
  • zalew_zemborzycki_7.jpg
  • zalew_zemborzycki_8.jpg
Jeżdżąc w październiku tego roku rowerem wokół Zalewu Zemborzyckiego, zobaczyłem coś co mnie zaskoczyło. Były to żółwie wygrzewające się na kamieniach i łapiące ostatnie, ciepłe tej jesieni promienie słońca. Według ekspertów od ochrony środowiska ilość żółwi nad Zalewem Zemborzyckim szacuje od kilkuset do tysiąca. Tzw. inwazyjne gatunki żółwi stają się coraz większym problemem. Szczególnie kłopotliwy bywa żółw czerwonolicy. Gdyby w naturze panował porządek, ten gad nadal zamieszkiwałby Amerykę Północną i Środkową. W latach 90. był jednak w ogromnych ilościach eksportowany do Europy, w tym także do Polski. W akwariach nie pożył jednak długo. Gdy żółwik jest młody ma wielkość pięciozłotówki, jednak szybko rośnie nawet do 20-30 centymetrów długości, dużo je i dużo wydala, wymaga więc częstej zmiany wody. To przerasta możliwości wielu jego właścicieli więc wypuszczają do Bystrzycy, Czechówki, Czerniejówki lub Zalewu Zemborzyckiego. Takie gady nie są groźne dla człowieka jednak ich obecność nie jest obojętna dla przyrody. To gatunek inwazyjny, zaburzający naturalną bioróżnorodność, np. poprzez zjadanie ikry. Żółwie także przenoszą choroby, bakterie i grzyby, które nie były do tej pory znane. Zagrażają też naszemu żółwiowi błotnemu. Niełatwo jest z nimi walczyć, bo bardzo dobrze odnajdują się w nowym środowisku. Zimą zagrzebują się w mule i maksymalnie obniżają tempo metabolizmu. I w zasadzie nie mają naturalnych wrogów.